18 września 2026 roku w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Jaśle odbył się finisaż wystawy „Halina Urban – Cztery pory roku w fotografiach i słowach”. Było to ostatnie spotkanie z ekspozycją, w której fotografia i poezja spotkały się, by opowiedzieć o świecie bliskim, codziennym i uważnie obserwowanym.
Finisaż stał się również okazją do ponownego spotkania z Haliną Urban i jej twórczością. Poetka zaprezentowała tym razem kilka wierszy, które nie znalazły się na wystawie, m.in. „kura domowa”, „jeden ruch”, „bezlitosne”, „pójdę sobie”, „zielony muzyk” i „czas”.
Wiersze Haliny Urban wyrastają z rzeczy prostych – z codzienności, natury, pamięci i obserwacji świata. Prostota nie oznacza jednak powierzchowności. Przeciwnie, pod oszczędnymi słowami i pozornie nieskomplikowanymi metaforami kryje się uważność na człowieka, przemijanie, relacje i to, co wymyka się codziennemu pośpiechowi.
Bohaterkami tej poezji są często zwyczajne kobiety. Takie jak bohaterka „kury domowej”, która doskonale zna swoją wartość, czy ta z „jednego ruchu”, potrafiąca odnaleźć w codzienności przestrzeń dla sacrum. Jest też świadomość czasu, który nieubłaganie odbiera kolejne chwile – jak w wierszu „czas”, gdzie zwiewne sukienki trzeba schować do szafy. A obok tego wszystkiego pozostaje natura: szczegół, detal, kolor, światło. To właśnie one potrafią zatrzymać spojrzenie i przypomnieć, że piękno nie zawsze potrzebuje wielkich słów.
Podczas finisażu można było również usłyszeć o źródłach inspiracji poetki, emocjach i historiach, które towarzyszą jej pisaniu i fotografowaniu. Dzięki temu obrazy i wiersze z wystawy zyskały jeszcze jeden wymiar osobisty, związany z pamięcią, doświadczeniem i sposobem patrzenia na najbliższy świat.
Moje wiersze to to, co zobaczę i usłyszę – to mnie inspiruje, nawet trudne momenty są warte opisania. To co bolało, zostało ujęte w wiersz – wyznała poetka.
Ile razy zajrzymy do tomiku, tyle razy ożyje poezja – dodała z przekonaniem Lidia Witkowska, recenzentka Haliny Urban.
Wystawa Haliny Urban cieszyła się dużym zainteresowaniem, a jej finisaż był jeszcze jednym dowodem na to, że poezja wcale nie musi być odległa ani hermetyczna. Czasem wystarczy uważnie spojrzeć na pole, kwiat, domowy przedmiot czy zmieniającą się porę roku, by odnaleźć w nich własną historię. Bo fotografia zatrzymuje chwilę, poezja nadaje jej słowa, a pamięć sprawia, że nie przemija ona całkiem.





















